Plac Grunwaldzki czyli Europa w Poznaniu
Europa nie ma już granic, więc wielu z nas jeździ po Starym Kontynencie i obserwuje jak żyją inni. Piękne, zadrzewione ulice, skwerki zieleni z ławeczkami, równe chodniki, place zabaw, boiska dla dzieci i młodzieży, rynki i ryneczki z kwiatami czy "pchle jarmarki". To ich "małe ojczyzny", w których urządzili się tak jak sobie to wyobrażają. Tak, aby przebywanie w wypielęgnowanym mieszkaniu nie było jedyną alternatywą dla spędzania wolnego czasu.
Dobre miejsce na ziemi
Czy my, mieszkańcy Poznania mamy jakieś marzenia dotyczące naszego miasta, naszej dzielnicy? W końcu jest to miejsce, w którym żyjemy, mieszkamy, pracujemy, chodzimy na randki, pobieramy się i wychowujemy nasze dzieci. Czy nasze marzenia mają być ograniczone jedynie do ścian naszych domów, mieszkań i ogrodów? Czy to jakie ma być nasze miasto to zadanie wyłącznie władz miasta i tylko one mają prawo do decydowania o naszej "małej ojczyźnie", zwłaszcza, gdy nasze oczekiwania zupełnie nie przystają do zaokiennej rzeczywistości.
Na Grunwaldzie mieszka 125 500 poznaniaków. Stanowi to około 22 % mieszkańców Poznania. Mamy tutaj jedna z większych hal sportowych w kraju - Arenę, mamy Targi Poznańskie, mamy wreszcie Palmiarnię. Ale nie mamy czegoś, co stanowiło kiedyś i jest nadal bardzo ważnym elementem łączącym lokalną połeczność.
Nie mamy naszego dzielncowego placu.
Stolica małej ojczyzny
Dzielnicowy plac mają Jeżyce, ma Wilda, Stare Miasto ma ich aż trzy, Stary Rynek, Bernardyński i Wielkopolski. Są pozostałością rynków podpoznańskich miejscowości, które z biegiem lat były wchłanianie przez rozrastające się miasto. Kiedyś rynek stanowił zwykle miejsce handlu i centrum komunikacyjne, a pośrodku rynku najczęściej stawiano ratusz. Dzisiaj to centrum życia lokalnych społeczności, miejsce integracji mieszkańców, sposób na spędzanie wolnego czasu, a także możliwość dla lokalnych przedsiębiorców. To stolica "małej ojczyzny".
Gdzie?
Wg mnie idealnym miejscem na taki dzielnicowy Plac Grunwaldzki byłby teren przy zbiegu ul. J.Sowińskiego i Grunwaldzkiej, zwany kiedyś Gospodą Targową. Tak łatwo wyobrazić sobie taki rynek. Z jednej strony otwarta pierzeja na budynek kościoła Sw. Jana Kantego, obok dysponująca duża przepustowością ul. Grunwaldzka, z trzeciej i czwartej strony nowe domy z podcieniami. Uważam, że rynek bez kościoła byłby jak fontanna bez wody, a jego nowoczesna bryła wspaniale współgrałaby z nowymi budynkami.
Wizualizacja wstępnej koncepcji.
Po co?
Jaką rolę miałby spełnić Plac Grunwaldzki. Miejsca nie starczy, aby je tutaj wymienić. Przede wszystkim to miejsce spotkań, wspólna przestrzeń publiczna. W zależności o wielkości terenu, jaki udałoby się pozyskać mógłby być miejscem dla sprzedawców kwiatów i warzyw, dla organizacji targów staroci i pchlich targów, dla realizacji koncertów i imprez plenerowych o kameralnym charakterze. Ale nade wszystko byłby stolicą dzielnicy Grunwald, której kształt jego mieszkańcy zaczęliby nadawać zgodnie z wyobrażeniami swojej "małej ojczyzny"
Za co ?
Uważam, że miasto czyli my, nie musielibyśmy za realizację naszego marzenia tak wiele zapłacić. Atrakcyjność miejsca i odpowiednie zredagowanie warunków bez wątpienia zwabiłoby wielu inwestorów, którzy chcieliby mieć udział w tym przedsięwzięciu. Mądra władza umie takie sprawy realizować z minimalnym kosztem dla społeczeństwa. Ale przede wszystkim winna wyprzedzać w marzeniach swoich wyborców i obywateli.








